Tychy, Szpital Miejski w Tychach

1,6 [6]



Szpital Miejski w Tychach
Ulica: Cicha 27
43-100 Tychy, Śląskie


Ocena średnia Tychy, Szpital Miejski w Tychach:

Tychy, Szpital Miejski w Tychach otrzymał ocenę średnią: 1,6
przy skali od 0 do 5,
wyliczoną z na podstawie: 7 opinii

VN:RO [1.9.22_1171]
Jakość leczenia
Przyjazny personel
Warunki pobytu
Czas oczekiwania
Rating: 1.6/5 (6 votes cast)

Położenie szpitala: Tychy



7 opinie o “Tychy, Szpital Miejski w Tychach”

  1. pacjent
    Jakość leczenia
    Przyjazny personel
    Warunki pobytu
    Czas oczekiwania

    Nie ma co pisać o tym szpitalu sama rozpacz

  2. pacjent
    Jakość leczenia
    Przyjazny personel
    Warunki pobytu
    Czas oczekiwania

    Tragedia

  3. Nie polecam
    Jakość leczenia
    Przyjazny personel
    Warunki pobytu
    Czas oczekiwania

    Bardzo żle

  4. kk
    Jakość leczenia
    Przyjazny personel
    Warunki pobytu
    Czas oczekiwania

    Lekarze zadziwiają ignorancją. Nie słuchają pacjentów, nie przyglądają się badaniom. To woła o pomstę do nieba.

  5. Alina

    Trudno nazwać to szpitalem.Przytułki dla ubogich i bezdomnych wyglądają lepiej.Brud,graciarnia,podarta pościel.Personel na wewnętrznym pracuje jakby był tu za karę.Chaos organizacyjny.Wizyty poranne nawet w porze obiadu.Pacjent czeka głodny niepoinformowany co i o której.Nigdy więcej.

  6. Alina
    Jakość leczenia
    Przyjazny personel
    Warunki pobytu
    Czas oczekiwania

    Byłam pacjentką chirurgii, odwiedzałam rodziców na wewnętrznym, płucnym i mam bardzo dobre zdanie o personelu, opiece, wyglądzie i funkcjonalności oddziałów. Nie zauważyłam chaosu, czy podartej pościeli, o czym pisze inna pani Alina. Niektórzy zapominają, że szpital to nie sanatorium, a głodówka nikomu nie zaszkodziła, a w niektórych przypadkach wręcz potrzebna. Pozdrawiam personel i sił do pracy życzę.

  7. poprostumama
    Jakość leczenia
    Przyjazny personel
    Warunki pobytu
    Czas oczekiwania

    Własnie dziś miałam okazje odwiedzić szpital miejski w Tychach, a w szczególności ostry dyżur dla dzieci. Moja córka poślizgnęła się w domu na panelach i uderzyła brodą o róg stołu. Każdy rodzic wie, ze w takich sytuacjach jest rana. Opatrzyłam tą ranę w domu i pojechałam z nią do szpitala miejskiego , ponieważ to był piątek i po 17.
    Na miejscu byłyśmy jeszcze przed 18. Lekarz dyżur zaczyna planowo o 18. Nic się strasznego nie dzieje – siedzimy czekamy. Zaczynają się zbierać rodzice z chorymi dziećmi. Mija 18 – pojawia się pielęgniarka. A lekarza wciąż nie ma. Po kilku minutach przychodzi jeszcze jedna pielęgniarka i dla tej co ma obsługiwać pacjentów tłumaczy jak należny rejestrować w komputerze karty itd. Widziałam to przez otwarte drzwi- tylko patrzyłam i się zastanawiałam co będzie dalej. Minęła 18.15 – tłum ludzi z plączącymi , kaszlającymi i gorączkującymi dziećmi czeka na lekarza, który dopiero wchodzi odbiera swoja kartę i wychodzi. Dopiero teraz pielęgniarka zaczyna rejestrować dzieci. mniej więcej po 10 minutach łaskawie przychodzi pani doktor i zaczyna przyjmować. Na szczęście przyjechałyśmy pierwsze, wiec wchodzimy tez pierwsze.
    Mówię dla lekarki, ze córka bardzo mocno uderzyła brodą o róg stołu i pokazuje jej ranę ściągając plaster. W tym momencie lekarka mówi abym nie ściągała, bo oni nie maja na wymianę plastrów. Jestem zszokowana- mowie tu macie gabinet zabiegowy i powinniście mieć plastry, a ten już jest zakrwawiony i należy go wymienić. Na co pani doktor, jak się nie mylę Chmielnicka , rzekła, ze oni nie są apteka aby mieć plastry na rany. Ona nic nie może zrobić tylko musimy jechać do szpitala dziecięcego w Ligocie, aby dziecku założyli plasterek ściągający rany, bo taka ranę nie trzeba szyć, tym bardziej ze to jest na twarzy. W końcu zawołała pielęgniarkę, aby przemyła córce ranę Octeniseptem. Całe szczęście, ze pielęgniarka miała jakiś plaster i wymieniła go. Po czym lekarka jeszcze coś uzupełniała w komputerze, a pielęgniarka dopytywała o szczegóły rejestracji pacjentów…
    Dostałam do podpisania kartkę o tym iż byłyśmy na ostrym dyżurze, gdzie lekarka wpisała przyczynę wizyty – rana cięta okolic oka-? Co? Oka? Przecież ma brodę uszkodzona?!
    Oj przepraszam , pomyliłam się wpisując. – taka odpowiedz usłyszałam. Powiedziałam ze nie podpisze tego, aby poprawiła, a ja skreśliłam te bzdury . Lekarka nie chciała poprawiać tego komputerowo, poprawiła ręcznie i postawiła pieczątkę.
    Wchodząc do najbliższej apteki pytam czy maja plastry ściągające rany , zastępujące szwy. Okazuje się ze są i nie są to zbyt drogie plastry. jakieś 4,50 za 6 pasków. Szczerze powiem – zgroza! Mało tego ze obsługa jest do niczego. Sam stosunek do pacjentów masakra. Każdy z nasz wie ze do pracy nie wolno się spóźniać, ale każdy toleruje spóźnianie się lekarzy. Niestety ale lekarz, który leczy dzieci nie ma prawa się spóźnić. Od tego przecież zależy życie najmłodszych. Dodatkowo sprawdzając ceny wody utlenionej, która jest od wielu lat używana do przemywania ran to jest 1,20 – 1,99 max w zależności od apteki za pojemnik 100 ml. A pojemnik z Octeniseptem kosztuje 30-36 zł za 250 ml. Każdy może wykalkulować ile kasy szpital wydaje na coś, co nie jest warte tych pieniędzy, a na plastry kasy nie ma. Nie ma kasy na wodę utleniona, ale na bardzo drogi środek, który dopiero co się pojawił na rynku i nie wiadomo dokładnie, czy jest wart swojej ceny- to się kasa znajdzie. Jestem po prostu oburzona i zbulwersowana. Już nie mówiąc o tym ze jestem rozczarowana tym szpitalem.

Chcesz podzielić się swoją opinią??
Oceń i zostaw komentarz!

Jakość leczenia
Przyjazny personel
Warunki pobytu
Czas oczekiwania